Subscribe now!

rss

Search

Polscy politycy zaczynają kampanię wyborczą na Wyspach Brytyjskich. Pierwszy walkę o głosy kilkuset tysięcy polskich emigrantów zaczął LiD

September 28th, 2007 by Europa

Chcę, by wiedzieli, że nie traktujemy ich jak nieudaczników, tylko ludzi, którzy ciężko pracują, myślą o Polsce i chcą wrócić - mówi wiceszef klubu SLD Ryszard Kalisz. Jest 9 rano, siedziba Polskiego Radia Londyn na Hammersmith. Kalisz przygotowuje się do wejścia na antenę.

- Wracam właśnie z ulicy. Co 100 m spotykaliśmy Polaków - opowiada “Gazecie”. - Wszyscy bardzo życzliwi, cieszyli się, że ktoś do nich przyjechał.

Tournée po Londynie Kalisz zaczął w środę wieczorem od spotkania z polskimi prawnikami i biznesmenami z City. Wczoraj na spotkanie do Klubu Orła Białego przyszli barmani, kasjerki, sprzątaczki.

- Mówili mi, że wstydzą się za Polskę, że w Polsce jest duszno, a Anglia daje poczucie swobody - opowiada wiceszef klubu SLD. - Mają pretensje, że ciągle muszą się tłumaczyć brytyjskim kolegom. Czemu Polska nie jest przeciwko karze śmierci, dlaczego hamuje integrację europejską.

Wysyłając Kalisza, LiD ubiegł inne partie. Jutro na Wyspy wybiera się Donald Tusk. Odwiedzi Londyn, Dublin, Glasgow i Kirkcaldy. Biało-czerwony baner z twarzą Tuska od wielu dni informuje z polskich gazet i stron internetowych: “Przyjechałem do was porozmawiać o Polsce”.

Wyborcze plany PiS wciąż spowija tajemnica. “Gazeta” dowiedziała się nieoficjalnie, że premier Jarosław Kaczyński w najbliższych dniach wybiera się z kampanią do Wielkiej Brytanii. Ale wizyta ma być trzymana jak najdłużej w tajemnicy z obawy przed protestami.

Z protestami polskich emigrantów niezadowolonych z PiS spotkał się jesienią ub. r. prezydent Lech Kaczyński podczas wizyty w Londynie i Edynburgu. Oburzenie wywołała wówczas wypowiedź prezydenta, w której według oficjalnego tłumaczenia kancelarii brytyjskiego premiera nazwał on Polaków pracujących na Wyspach nieudacznikami.

“I jeszcze tu mi się pchają??? Wyjechałem z tego anormalnego kraju po to, żeby tu ich nie widzieć” - irytuje się bokamil na forum internetowym Szkocja.net na wieść o przyjeździe polskich polityków. W podobnym tonie jest większość wpisów o wyborach na brytyjskich i irlandzkich stronach dla Polaków.

Boryss: “Niech oni nie zapominają, dlaczego z Polski wyjechaliśmy”. Gonia 24: “Gdyby nie politycy, teraz siedzielibyśmy w Polsce i nikt nie musiałby do nas przyjeżdżać. Zostawcie nas ( ). Na szczęście rząd Jej Królewskiej Mości się nami zajmuje”.

- SLD też odpowiada za to, że tylu Polaków musiało wyjechać za pracą. Wszyscy za to odpowiadamy - przyznaje Kalisz. - Ale to rząd Marka Belki zostawił Polskę z potencjałem gospodarczym, z którego teraz korzysta PiS.

LiD chce walczyć o dodatkowe punkty do głosowania na Wyspach.

Wczoraj MSZ zatwierdził ostateczną listę punktów wyborczych na Wyspach Brytyjskich. Liczba punktów w Wielkiej Brytanii została zwiększona do 20.

Obok obietnic, że “nie będą musieli się wstydzić za swój rząd”, LiD kusi Polaków z Wysp abolicją podatkową. Chodzi o osoby, które pracowały w Wielkiej Brytanii przed końcem 2006 r. Ich nie obejmuje polsko-brytyjska umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania, która weszła w życie 1 stycznia 2007 r.

PO też obiecuje powracającym abolicję, ale dorzuca jeszcze ulgi podatkowe, kredyty preferencyjne i ułatwienia dla osób, które chcą założyć firmę.

Kulminacją kampanii na Wyspach będzie debata w Polskim Radiu Londyn 7 października. Mają być przedstawiciele PO, PiS i LiD. Jest o co się bić - oficjalnie na Wyspach zarejestrowało się ok. 600 tys. pracowników z Polski. Nieoficjalne szacunki mówią, że ta liczba może sięgać miliona.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Rosyjska prokuratura po raz trzeci odrzuciła prośbę o rehabilitację cara Mikołaja II i jego rodziny zamordowanej przez bolszewików. - Ostatniego cara Rosji nie obejmuje ustawa o ofiarach represji politycznych - twierdzą prokuratorzy

September 27th, 2007 by Europa

Adwokaci potomków carskiego rodu Romanowych od dwóch lat bezskutecznie dobijają się rehabilitacji cara Mikołaja II, jego żony oraz pięciorga dzieci. W rosyjskim prawie uprawnienia do interpretacji ustawy o rehabilitacji ofiar represji politycznych ma prokuratura generalna.

Wczoraj prokuratura odrzuciła orzeczenie sądu drugiej instancji, który uznał, że Romanowom należy się rehabilitacja. Krewni cara zapowiadają apelację do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Prokuratorzy argumentują, że car Mikołaj II i jego rodzina zostali rozstrzelani bez ważnego orzeczenia sądowego. A w prokuratorskiej interpretacji rosyjskich przepisów “rehabilitacja” to uchylnie niesprawiedliwych wyroków z czasów radzieckich. - Jeśli nie było orzeczenia, nie ma czego uchylać. Nie ma więc mowy o rehabilitacji - przekonują prokuratorzy.

Krewni Romanowych powołują się na dokumenty świadczące o tym, że car zginął wskutek polecenia bolszewików. Prokuratorzy odpowiadają, że udokumentowany archiwalnie rozkaz był bezprawny nawet w epoce radzieckiej. Podkreślają, że nie negują samego faktu morderstwa.

Te prawne zawiłości są niezrozumiałe dla wielu Rosjan, dla których wina radzieckiego państwa za egzekucję cara jest oczywista. I tym samym oczywisty jest obowiązek jego rehabilitacji. Nagłośniony w mediach proces był nadzieją dla rodzin wielu ludzi, którzy poginęli w czasie stalinowskich represji, choć nie zawsze można ich represje udokumentować orzeczeniami sądowymi. Jednak bez reinterpretacji ustawy, której nie zdołali uzyskać krewni Mikołaja II, także rodziny wielu nieznanych szerzej ofiar Stalina są skazane na bezduszną kazuistykę.

Również odmowa rehabilitacji ofiar zbrodni katyńskiej jest oparta na tym samym argumencie rosyjskiej prokuratury - że nie ma orzeczeń sądowych skazujących Polaków na śmierć.

Zamieszaniu Mikołaja II towarzyszy nowy spór rosyjskich historyków o identyfikację szczątków carskiej rodziny. W 1998 r. ekshumowane kości Mikołaja II, jego żony i trojga dzieci pochowano w Soborze Pietropawłowskim w Petersburgu. Jednak m.in. rosyjska Cerkiew nie uznała ich autentyczności. Choć kanonizowała rodzinę cara, ich domniemanych szczątków do dziś nie czci jako relikwii. Sceptycyzm prawosławnych hierarchów podzielają też potomkowie rodu Romanowych.

Przed miesiącem pod Jekatierynburgiem odnaleziono kości, które zdaniem miejscowych archeologów i prokuratorów mogą być brakującymi (nieodnalezionymi przed 1998 r.) szczątkami dwojga dzieci Mikołaja II. Chodzi o carewicza Alieksieja i wielką księżnę Marię. Naukowcy mieli nadzieję, że badania DNA wykażą pokrewieństwo dwojga dzieci z ludźmi pochowanymi uroczyście jako carowie w 1998 r. Tym samym potwierdzi to autentyczność ich szczątków.

Jednak przed kilkoma dniami ogłoszono, że badania DNA najprawdopodobniej nie będą możliwe wskutek złego stanu zachowania kości.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Sojusz przeciwko Rosji, pomoc w nawiązaniu dialogu z Zachodem i grubą kreskę w sprawie przestępstw reżimu - to propozycje białoruskiej opozycji dla prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Odpowiedzią są kolejne represje

September 27th, 2007 by Europa

Listę sensacyjnych propozycji dla białoruskiej władzy niespodziewanie ogłosił w poniedziałek wieczorem w Radiu Swoboda Wiktar Iwaszkiewicz. Wiceszef Białoruskiego Frontu Narodowego, głównej opozycyjnej partii, zapewnił, że robi to w imieniu najważniejszych antyreżimowych organizacji.

- Jesteśmy gotowi przeciąć grubą kreską wszystkie złe rzeczy, które odbywały się dotychczas - oświadczył Iwaszkiewicz. Według niego opozycja może zagwarantować majątkową i osobistą nietykalność przedstawicielom reżimu Łukaszenki. Wyjątkiem są sprawy związane ze zniknięciem politycznych przeciwników.

Iwaszkiewicz oraz inne znane postaci opozycji - m.in. więźniowie polityczni Jury Hadyka i Michaił Marynicz, jeden z liderów Zjednoczonej Partii Obywatelskiej i czołowy niezależny ekonomista Stanisław Bogdankiewicz oraz jeden z twórców inicjatywy Karta-97 Andrej Sannikau - wysłali list do wiceszefowej administracji prezydenta Natalii Piatkiewicz z prośbą o spotkanie. Zaproponowali nawiązanie współpracy w sprawie obrony niepodległości Białorusi przed imperialnymi zakusami Rosji.

Wcześniej pomoc w zorganizowaniu dialogu białoruskich władz z Zachodem zadeklarował lider ruchu O Wolność Aleksander Milinkiewicz, wspólny kandydat opozycji w ostatnich wyborach prezydenckich.

- Ofiarujemy pomoc w demokratyzacji Białorusi. Piłeczka jest po stronie władz - powiedział “Gazecie” Milinkiewicz.

Wagę propozycji i poparcie Białorusinów dla “europejskiej drogi” ma zademonstrować zaplanowany przez opozycję na 14 października i organizowany w całym kraju Europejski Marsz. Na zapowiadającej go konferencji aktywiści młodzieżowych organizacji rozerwali portret rosyjskiego prezydenta Władimira Putina.

Rosja pod rządami Putina przestała wspierać gospodarczo Mińsk. Podniosła też ceny dostarczanego gazu i ropy.

Ale Łukaszenko raczej nie jest gotowy na rozmowy o demokratyzacji. Na razie władza odpowiedziała opozycji serią zatrzymań osób rozprowadzających ulotki zachęcające do udziału w Europejskim Marszu. Kilkudniowe wyroki aresztu usłyszeli już opozycjoniści w Mińsku i Grodnie.

Przedwczoraj za kratki trafił też Iwaszkiewicz, którego oskarżono o zjawienie się w miejscu publicznym w stanie nietrzeźwym i rozprowadzanie ulotek. Wczoraj został zwolniony, ale czeka go sprawa przed kolegium ds. wykroczeń i maksymalnie 15 dni aresztu.

- Represje napędza rosyjska agentura w białoruskich władzach. To Rosji zalezy na odcięciu Białorusi od Europy żelazną kurtyną - podkreśla Iwaszkiewicz.

Swietłana Kalinkina, redaktor naczelna opozycyjnej gazety “Narodnaja Wola”, uważa też, że Łukaszenko nie chce nawiązać dialogu z Zachodem. - To jest gra, której celem jest straszenie Rosji pod hasłem: “Nie chcecie nam dać taniej ropy i gazu, to pójdziemy do Europy” - powiedziała “Gazecie” Kalinkina.

Jej zdaniem jeżeli kryzys ekonomiczny zmusi Łukaszenkę do rozmów z Zachodem, białoruski reżim będzie robił wszystko, by odbywało się to bez pośrednictwa opozycji.

- My już prowadzimy dialog z Unią. Opozycja nie ma żadnego wpływu na białoruskie społeczeństwo, dlatego nic nie może obiecać - oświadczył nam Siarhej Gajdukiewicz, deputowany Izby Reprezentantów, który w imieniu białoruskiego reżimu odbył serię spotkań z europejskimi politykami. Według Gajdukiewicza propozycje opozycjonistów to tylko polityczna propaganda i władze właśnie tak to odbierają.

Walery Karbalewicz

politolog z Centrum Analitycznego “Strategia”

Na razie jest za wcześnie, by Łukaszenko zgodził się na jakiekolwiek ustępstwa, bo czuje się dosyć pewnie i nie widzi w opozycji siły, z którą warto pertraktować. Z drugiej strony nie warto przeceniać nieustępliwości Łukaszenki. On wyraźnie obawia się wzrostu antyreżimowych nastrojów, bo protesty niszczą mit o ogólnym poparciu dla prezydenta.

Protesty przedsiębiorców, które wstrząsnęły krajem kilka lat temu, zakończyły się ich zwycięstwem. Podobnie było kilka tygodni temu, kiedy włoski strajk rozpoczęli hutnicy w Soligorsku. Władza poszła na ustępstwa po jednym dniu strajku.

Opozycja wymusi na Łukaszence ustępstwa tylko wtedy, gdy zmobilizuje większość społeczeństwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Niektórzy na Ukrainie już protestują przeciwko sfałszowaniu wyborów

September 27th, 2007 by Europa

Ukraińscy socjaliści już wiedzą, że niedzielne wybory parlamentarne zostaną sfałszowane. I już zapowiadają protesty wyborcze.
Stojący na czele marszałek rozwiązanego parlamentu Ołeksandr Moroz zapowiada, że zaskarży do sądu rezultaty niedzielnych wyborów. Niezależnie od tego, jakie one będą. Socjaliści chwytają się wszystkiego, byle tylko uniknąć kary za zdradę towarzyszy z pomarańczowego Majdanu.

Stanowisko szefa Partii Socjalistycznej wyjaśnia socjalistyczny poseł do Rady Najwyższej Wasylij Sylczenko: - Nasze społeczeństwo nie jest gotowe do przeprowadzenia kampanii wyborczej.

W rzeczywistości Moroz i jego ludzie tracą głowę, bo wiedzą, że po wyborach odejdą w polityczny niebyt. Wyniki sondaży dowodzą, że mogą liczyć na około 1,5 proc. głosów - równo połowę progu, który trzeba przekroczyć, by znaleźć się w Radzie Najwyższej.

W wyborach parlamentarnych w marcu 2006 r. socjaliści dostali 6 proc. głosów. Ale wtedy byli partią pomarańczowego Majdanu, sojusznikiem Wiktora Juszczenki. Potem jednak za fotel marszałka dla Moroza i ministerialne stanowiska dla jego kolegów przeszli do obozu biało-niebieskich, torując drogę do władzy dzisiejszemu premierowi Wiktorowi Janukowyczowi.

Pomarańczowi wyborcy od tego momentu uważają Moroza za zdrajcę. A Janukowycz już go nie potrzebuje. Socjaliści nie mają struktur, nie mają też pieniędzy niezbędnych do opłacenia tysięcy demonstrantów.

Socjalistom pozostaje tylko kurs na destabilizację sytuacji. Moroz bierze udział w kampanii wyborczej, ale nie uznaje rozwiązania Rady przez prezydenta i wciąż podaje się za jej marszałka.

Socjalistyczny minister transportu Mykoła Rudźkowski, chcąc się przypodobać Moskwie, publicznie mówi, że rosyjska Flota Czarnomorska powinna na zawsze zostać w bazie w Sewastopolu. Oskarża też ludzi Juszczenki o przygotowania do jakiegoś “potężnego aktu terrorystycznego w transporcie”.

Wczoraj popisywał się kolejny socjalistyczny minister, szef MSW Wasyl Cuszko. Ogłosił, że stoi na skraju śmierci, bo w maju ludzie z kancelarii prezydenta podali mu śmiertelne dawki od razu dwóch trucizn.

Cuszko w maju rzeczywiście podał się za chorego i nawet został wywieziony do szpitala w Niemczech. Ale wyglądało to bardziej na ucieczkę. Cuszko, nie godząc się z dekretem prezydenta o rozwiązaniu Rady, próbował doprowadzić do konfrontacji milicji z podporządkowanymi Juszczence wojskami wewnętrznymi. Kiedy mu się to nie udało, a prezydent okazał się górą, raptem “doznał zawału”.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Rosyjscy deputowani chcą rozmów o tarczy antyrakietowej

September 27th, 2007 by Europa

Rosyjscy deputowani z międzypartyjnej rady ds. polityki zagranicznej zaproponowali wczoraj zorganizowanie międzyparlamentarnej konferencji w sprawie budowy tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. Mieliby w niej wziąć udział delegaci z Polski, Czech i USA. Deputowani chcą ostrzec zachodnich delegatów w sprawie negatywnych następstw budowy tarczy. Rosyjski MSZ poinformował też wczoraj, że 12 października odbędzie się w Moskwie spotkanie sekretarz stanu USA Condoleezzy Rice i sekretarza ds. obrony Roberta Gatesa z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem oraz ministrem obrony Anatolijem Sierdiukowem.

Źródło: Gazeta Wyborcz

Posted in Polski | No Comments »

Italii grozi konflikt etniczny - ostrzega włoski rząd i szykuje zmianę przepisów, które pozwolą szybko wydalać napływających z Europy Środkowej Romów

September 27th, 2007 by Europa

10 sierpnia, okolice Livorno. Nieznani sprawcy, prawdopodobnie Włosi, napadają na obozowisko Cyganów. W ruch idą kamienie, kije, koktajle Mołotowa.

Większość mieszkańców rzuca się w pościg za wandalami. Gdy wracają, jeden z baraków, w którym mieszkały trzy rodziny, dopala się. W środku została czwórka dzieci. Eva, 12 lat, Menjii, 4 latka, Danchiu, 8 lat, i Lenuca, 6 lat. Spaliły się żywcem.

Ze statystyk policyjnych wynika, że Romowie coraz częściej padają ofiarami przemocy ze strony Włochów. Sprawcami napaści i morderstw stają się zorganizowane, nieznane wcześniej grupy.

Oficjalnie we Włoszech mieszka ok. 150 tys. Romów, w rzeczywistości prawdopodobnie co najmniej 300 tys. To ponaddwukrotnie więcej niż jeszcze pięć lat temu. Fala Romów z Europy Środkowej pojawiła się wraz z rozszerzeniem UE o 10 państw w tym Polskę w 2004 r. Jednak jej apogeum nastąpiło w ostatnich miesiącach wraz z akcesją Rumunii. Na cel wędrówki wybierają zwykle Włochy, bo to najbliższy Bałkanom kraj zachodni.

Wraz z imigracją Romów jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać wokół miast ich obozowiska. Dziennikarze naliczyli się ich w całym kraju co najmniej 340.

- To ludzie bez pracy, którzy w dzień zwykle idą do miast. Jedni, by żebrać, inni, by kraść - mówi dziennikarz Ugo Magri. - Ich nagłe pojawienie się było dla wielu Włochów szokiem. Bardzo szybko zaczęto ich obarczać winą za wszelkie przestępstwa, kradzieże, za odstraszanie turystów, zaśmiecanie ulic.

We wtorek minister spraw wewnętrznych Giuliano Amato wystąpił w Senacie z apokaliptyczną mową ostrzegającą przed masowym zalewem kraju przez Romów. - To jest prawdziwy exodus Romów z Rumunii - mówił. - Sytuacja jest kryzysowa, musimy działać.

Pomysł lewicowego rządu jest prosty - pozbyć się Cyganów. Ma temu służyć nowa ustawa, która ułatwi szybkie wydalanie obywateli krajów UE pod pretekstem “utrzymania porządku publicznego”.

Prawo unijne dopuszcza takie rozwiązania w wyjątkowych sytuacjach. Minister Amato nie krył, że to przepis skrojony specjalnie pod planowane wydalanie Romów.

W mediach jako największą sensację potraktowano poparcie, którego udzielił Amato minister solidarności społecznej Paolo Ferraro. Ten przekonany komunista wsławił się dotąd jako obrońca imigrantów, nawet zachęcał ich, by protestowali w obronie swoich praw. Teraz wezwał do powstrzymania napływu społeczności romskiej do Włoch, który może grozić konfliktami etnicznymi.

- Taka retoryka i pomysły, będące jeszcze parę lat temu domeną skrajnej prawicy, stają się powoli politycznym standardem - mówi Ugo Magri. - Ale politycy tylko reagują na coraz większą niechęć do imigrantów.

Zdaniem dziennikarza niechęć ta skupiła się na Romach, bo ci pojawili się w większej ilości ostatnio. - Muzułmanów jest najwięcej, stoi za nimi wiele krajów i państwo włoskie nie chce ich zrazić. Zostają więc Romowie, najsłabsi - uważa Magri.

Europejskie Centrum Praw Romów (ERRC) wzywa władze włoskie, by nie działały pochopnie, tylko sięgnęły po doświadczenia z kilkudziesięcioma tysiącami Romów, którzy żyją we Włoszech od dawna. W swoich raportach ERRC dowodzi, że dzięki pomocy państwa w znalezieniu pracy i mieszkań ludzie ci dobrze integrują się ze społeczeństwem.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Wiktor Uspaskich, kontrowersyjny założyciel i były lider populistycznej prorosyjskiej Partii Pracy, został wczoraj aresztowany na lotnisku w Wilnie po powrocie z Moskwy

September 27th, 2007 by Europa

Uspaskich jest oskarżany o machinacje finansami partii i wymuszanie haraczu od biznesmenów za pomoc unijną w okresie, gdy pełnił funkcję ministra gospodarki Litwy. Po postawieniu mu zarzutów półtora roku temu uciekł do Moskwy. Władze Rosji odmówiły wydania go Litwie, chociaż jest on obywatelem litewskim.

Przez cały pobyt w Moskwie Uspaskich odrzucał zarzuty litewskiej prokuratury i oskarżał Wilno, ze próbuje go politycznie zniszczyć. Poprosił Rosję o azyl polityczny, a tydzień temu oskarżył nawet Litwinów o próbę zamachu na jego życie.

Uspaskich oficjalnie wrócił do ojczyzny, by wziąć udział w uzupełniających wyborach do Sejmu w okręgu Olity niedaleko granicy z Polską, które odbędą się 7 października. Centralna Komisja Wyborcza na wniosek prokuratury pozbawiła go immunitetu przysługującego kandydatom.

Uspaskich jeszcze przed odlotem do Wilna wiedział, że czeka go areszt. - Uspaskich wracając, liczył na wywołanie na Litwie zamieszania politycznego i ośmieszenie zarzutów wobec siebie - uważa Raimondas Lopata, dyrektor wileńskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych.

Lopata uważa, że powrót Uspaskicha jest posunięciem racjonalnym. Z jednej strony sondaże pokazują, że wciąż cieszy się on niemałym poparciem wśród rozczarowanych wyborców. Jest przez nich postrzegany jako ten, który walczy z układem.

Z drugiej strony aresztowany polityk z pewnością liczy na przychylność litewskich sądów, które kilka dni temu zwolniły z aresztu innego zbiega, Gintarasa Petrikasa. Ten aż osiem lat ukrywał się w USA przed litewskim wymiarem sprawiedliwości. Po powrocie został aresztowany, ale sędzia go wypuścił.

Wiktor Uspaskich, Rosjanin, który na Litwę przybył na początku lat 80., pieniądze zarobił na handlu rosyjskim gazem. Do polityki wszedł z wielkim szumem, głosząc, że Litwini nie potrafią rządzić swoim krajem, ale on, Rosjanin, potrafi zaprowadzić porządek i stworzyć ludziom godne warunki życia.

Marząc o fotelu premiera, założył Partię Pracy. W 2004 r. ugrupowanie to zwyciężyło w wyborach do europarlamentu i parlamentu litewskiego. Uspaskich nie zdobył jednak większości pozwalającej mu na samodzielne rządzenie i musiał podzielić się władzą z partiami centrowymi i lewicowymi.

Te jednak w zamian za poparcie rządu postawiły warunek, że Uspaskich nie stanie na jego czele. Na pocieszenie lider Partii Pracy został ministrem gospodarki. Skupił się na wyciąganiu korzyści dla siebie i swojej partii z przydzielanych unijnych funduszy pomocowych.

Gdy latem 2006 r. koalicjanci zaczęli przyglądać się działalności finansowej Partii Pracy, Uspaskich pojechał do Moskwy na pogrzeb brata i już nie wrócił.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Bratysława i Budapeszt znów kłócą się o 100 tys - Węgrów wygnanych z Czechosłowacji po wojnie

September 27th, 2007 by Europa

Zaczęło się od pomysłu Pala Csakiego, przywódcy mniejszości węgierskiej na Słowacji. Apelował on do władz w Bratysławie i Budapeszcie, żeby wzajemnie przeprosiły się za występki, których oba narody dopuściły się względem siebie w najnowszej historii.

Jedną z takich przewin miał być dekret Edwarda Benesza, prezydenta Czechosłowacji po II wojnie światowej. Na jego mocy wszyscy słowaccy Węgrzy, którzy w większości podczas wojny poparli Hitlera, zostali pozbawieni obywatelstwa i posiadanych nieruchomości (podobnie potraktowano na Słowacji mniejszość niemiecką).

Dekret, który uprawomocnił zasadę odpowiedzialności zbiorowej, formalnie obowiązuje do dziś, co zdaniem słowackich Węgrów nie przystaje do realiów XXI w.

W odpowiedzi na apel Csakiego słowacki parlament przyjął tydzień temu uchwałę… potwierdzającą dekrety Benesza. Spośród 150 słowackich deputowanych poparło ją 120 z nich, przeciw byli tylko reprezentanci mniejszości węgierskiej. Prezydent Ivan Gasparović komentował, że “dekrety Benesza są konsekwencją wojny”.

Sprawa stała się tematem sporów podczas ubiegłotygodniowego szczytu Polski, Słowacji, Węgier i Czech w węgierskim Keszthely. Słowaków poparł czeski prezydent Vaclav Klaus, przypominając, że Czesi już pięć lat temu odnowili ważność dekrety Benesza.

Prezydent Węgier László Sólyom uznał, że rezolucja jest “policzkiem w twarz”, a “rozwój relacji obu krajów się skończył”. W poniedziałek węgierski MSZ wezwał ambasadora Słowacji, by wręczyć mu notę protestacyjną.

Decyzję słowackich deputowanych potępili Niemcy. Decyzja o odnowieniu dekretów Benesza może stać się przedmiotem obrad na październikowej sesji Parlamentu Europejskiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Ukraińska wojna o majdany : Politycy rozpoczęli bitwę o kijowskie place. Wierzą, że o rezultacie niedzielnych wyborów parlamentarnych zdecyduje nie głosowanie, ale protesty uliczne

September 26th, 2007 by Europa

- W poniedziałek nad ranem obudził mnie telefon. Janukowyczy [tak w Kijowie nazywa się ludzi Partii Regionów premiera Wiktora Janukowycza] biorą plac Sofijewski, a potem zajmą Michajłowski i Europejski! Już zajęli Majdan! Trzeba ich zatrzymać! - opowiada Jura, młody działacz Bloku Julii Tymoszenko.

- Zawołałem kilku chłopaków i podjechaliśmy na Michajłowski - mówi dalej. - Przy wjeździe na plac stały trzy autobusy z biało-niebieskimi flagami. Zablokowali je taksówkarze, prawdziwe zuchy, zwolennicy naszej Julki. To oni podnieśli alarm. Przegnaliśmy janukowyczy i zaczęliśmy ustawiać swoje miasteczko - Jurij wskazuje na otaczający w pośpiechu budowaną scenę krąg złożony z setki białych namiotów z czerwonymi serduszkami.

Bitwę o Michajłowski ludzie Tymoszenko wygrali, ale - przyznaje Jura - “Majdan nam zabrali, przegnali stamtąd ludzi z prezydenckiej Naszej Ukrainy”.

Na historycznym głównym placu stolicy Partia Regionów urządziła już prawdziwą twierdzę. Pod wysoką kolumną Matki Ukrainy, na której trzy lata temu powiewała pomarańczowa flaga, powstaje gigantyczna scena otoczona solidnym metalowym płotem i dodatkowo chroniona szeroką kaskadą wody spływającej z fontanny.

Wszędzie łopocą na wietrze biało-niebieskie sztandary. Budowanej sceny strzeże półtorej setki krzepkich, biednie ubranych chłopców przywiezionych tu, jak mi powiedzieli, z wiernego Janukowyczowi wschodu Ukrainy. Sprawnie i skwapliwie wypełniają polecenia starszych mężczyzn z radiofalówkami.

Petro, chłopak, który zarabia na Majdanie, robiąc zdjęcia turystom z oswojonym sokołem, śmieje się: - Znowu zaczęła działać największa turystyczna firma Ukrainy Ahmetow Travel. To od nazwiska Rinata Ahmetowa, miliardera z Doniecka, który w czasie kryzysów politycznych przywozi ze wschodu kraju tysiące zwolenników Partii Regionów na demonstracje do Kijowa.

- Budujemy scenę przed wielkim wiecem wyborczym, który będzie tu w piątek - wyjaśnia Ihor Gogolew, szef sztabu biało-niebieskiego miasteczka namiotowego na Majdanie, zapowiadając: - Ale w piątek stąd nie odejdziemy. Będziemy tu tak długo, dopóki nie zostaną ogłoszone sprawiedliwe wyniki wyborów.

Wadim Kolesnikow, jeden z przywódców Partii Regionów, powiedział kijowskiej “Gazecie 24″, że jego ugrupowanie po wyborach zbierze 7-8 mln Ukraińców na demonstracje przeciwko fałszowaniu wyników.

Premier Janukowycz też straszy protestami, jeśli pomarańczowi politycy spróbują fałszować ich wyniki. Zwolennicy pomarańczowej Tymoszenko zajęli plac Sofijewski również po to, by po głosowaniu protestować przeciw fałszowaniu rezultatów.

Bo obie strony konfliktu politycznego równie zaciekle oskarżają się nawzajem o przygotowywanie cudów nad urną. Pomarańczowi odkrywają na listach wyborców na wiernym Janukowyczowi wschodzie kraju tysiące martwych dusz. Biało-niebiescy robią takie same odkrycia na popierającym Juszczenkę zachodzie. Politycy obu obozów opowiadają, jakie sztuczki z liczeniem głosów przygotowują przeciwnicy.

W stolicy atmosfera gęstnieje. Centralna Komisja Wyborcza ma od niedzieli dziesięć dni na ogłoszenie wyników wyborów. Potem niezadowoleni mogą jeszcze przez tydzień domagać się ich zmiany w sądzie.

Przez ten czas na niedalekich od siebie placach mają demonstrować zacietrzewione tłumy. Przeciwdziałać ewentualnej konfrontacji już dziś powinny władze Kijowa, które nikomu nie wydały zgody na zajęcie placów. Ale te schowały głowę w piasek i poprosiły sąd o rozstrzygnięcie, kto ma prawo demonstrować w centrum miasta. A sąd na pewno nie wyda werdyktu przed wyborami.

Obserwatorzy mają jednak nadzieję, że jakkolwiek burzliwe byłyby powyborcze demonstracje, do starć nie dojdzie. - Nasz naród trzyma się zasady “byle tylko nie było wojny”, a nasi politycy też najbardziej boją się konfrontacji. Mogą składać bardzo wojownicze deklaracje, podjudzać tłumy, ale granicy nigdy nie przekroczą - zapewnia Ołeksandr Paschwer, znany kijowski ekonomista i publicysta, w przeszłości doradca prezydentów Leonida Kuczmy i Juszczenki.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Francuscy dziennikarze bronią się przed ingerencjami Sarkozy’ego

September 26th, 2007 by Europa

Prezydent Sarkozy stara się podporządkować sobie media - twierdzą związki dziennikarskie i wzywają kolegów do oporu
- Przykład ingerencji szefostwa w prace dziennikarzy? Proszę bardzo, ocenzurowanie artykułu w tygodniku “Journal du dimanche”, że żona Sarkozy’ego Cécilia nie głosowała w drugiej turze wyborów prezydenckich - mówi “Gazecie” Nathalie Boisson ze związku zawodowego USJ-CFDT.

W poniedziałek związki zawodowe francuskich dziennikarzy zwołały konferencje prasową i zaapelowały o nieingerowanie w niezależność mediów. “Rzadko kiedy niezależność dziennikarzy była tak bardzo naruszana. Rzadko kiedy jedno z podstawowych praw człowieka, czyli prawo dostępu do informacji (…), nieuzależnionej od nacisku środowisk politycznych, finansowych czy też biznesowych było tak zagrożone” - napisali związkowcy.

Ich zdaniem coraz mocniejsza koncentracja mediów prowadzi do uzależnienia dziennikarzy od interesów zatrudniających ich właścicieli koncernów. A wielu z tych właścicieli to dobrzy znajomi prezydenta Sarkozy’ego.

- Głośnym wydarzeniem było zwolnienie z pracy naczelnego magazynu “Paris-Match” Alaina Genestara za opublikowanie dwa lata temu zdjęć Cécilii Sarkozy i jej ówczesnego kochanka Richarda Attiasa - opowiada “Gazecie” Dominique Candille, sekretarz generalna związku zawodowego dziennikarzy SNJ-CGT.

Zarówno “Paris-Match”, jak i “Journal du dimanche” należą do przyjaciela Sarkozy’ego Arnauda Lagardere’a. Sam Lagardere nie przejmuje się zbytnio niezależnością mediów. “Co to znaczy niezależność w odniesieniu do prasy? To wabik. Dziennikarze, zamiast dbać o niezależność, powinni przede wszystkim zainteresować się tym, czy ich gazeta jest wypłacalna” - cytuje Lagardere’a Thierry Gadault w książce “Bezczelny Arnaud Lagardere” (”Arnaud Lagardere, l’insolent”).

Candille podaje rozmaite przykłady ingerencji w pracę mediów. Na przykład mianowanie bliskiego współpracownika prezydenta Laurenta Solly’ego na wicedyrektora generalnego najbardziej oglądanego kanału telewizyjnego we Francji TF1, ocenzurowanie w dzienniku “La Tribune” niekorzystnego dla Sarkozy’ego sondażu, wymuszenie przez ministerstwo edukacji zmiany tytułu depeszy AFP, który nie podobał się ministrowi.

Zdaniem Candille próby wywierania nacisku na prasę przez polityków czy biznesmenów nie są jakąś nowością, ale od czasu objęcia stanowiska prezydenta przez Sarkozy’ego nabrały na sile.

- Prezydent naciska na redakcje, organizuje konferencje dla wybranych dziennikarzy, telefonuje do redaktorów, żeby zmienili jakieś zdjęcie lub tytuł. To jest coraz częstsze. Nie ma tygodnia, żeby nie było jakieś nacisków - twierdzi Dominique Candille.

Dlatego związkowcy apelują do kolegów o mobilizację i by przestali działać na rzecz prezydenta i magnatów prasowych. Domagają się również wzmocnienia niezależności prasy i uchwalenia prawa chroniącego dziennikarzy i redakcje. 5 listopada, który Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy ogłosiła Europejskim Dniem Obrony Praw Dziennikarzy, zamierzają protestować przed Zgromadzeniem Narodowym.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Rosyjska milicja szkoli młodzież do walki z opozycyjnymi demonstracjami

September 26th, 2007 by Europa

Prokremlowska młodzieżówka Nasi formuje brygady do walki z demonstracjami opozycji podczas grudniowych wyborów do Dumy. Moskiewska milicja przeszkoliła już 200 aktywistów.
Szefowie Naszych deklarują, że w grudniu poślą na ulice Moskwy 5 tys. członków ochotniczych patroli, które pomogą milicji strzec porządku. Wcześniej wszyscy zostaną przez milicję przeszkoleni.

Moskiewska milicja już rozpoczęła wspólne patrole z 200 aktywistami. Młodzi ludzie dumnie noszą na rękawach czerwone opaski informujące, że są “drużynnikami”. To nazwa nawiązująca do radzieckiego ORMO, czyli obywatelskich oddziałów wsparcia milicji.

Nasi, których oficjalną ideologią jest walka z faszyzmem, w rzeczywistości kierują się przypominającym kult jednostki oddaniem prezydentowi Władimirowi Putinowi. Młodzieżówka została stworzona z inspiracji prezydenckiej kancelarii tuż po pomarańczowej rewolucji na Ukrainie, która nastraszyła Kreml. Już wtedy celem Naszych było przygotowanie się do ulicznych walk z demonstracjami opozycji, aby w Rosji nie powtórzył się scenariusz ukraiński.

Licząca dziś ponad 100 tys. członków organizacja składa się z uprzejmych młodych ludzi rozdających na ulicach propagandowe ulotki, komisarzy odpowiedzialnych za ideologię wraz z powstającą podgrupą prawosławnych katechizatorów oraz z “oddziałów siłowych” opartych na podkupionych piłkarskich chuliganach.

Zdaniem opozycji podczas protestów ulicznych bojówki Naszych mogą za cichą zgodą Kremla posunąć się do użycia brutalnej siły, pozwalając milicji zachować czyste ręce.

Nasi są typowym przykładem mnożących się w Rosji grup nazywanych z angielska GONGO, czyli organizowanych przez rząd organizacji pozarządowych. Pozorują one spontaniczne i niezależne ruchy, choć są finansowane i wykorzystywane przez władze.

Podczas wiosennego kryzysu w stosunkach rosyjsko-estońskich (po usunięciu pomnika żołnierzy radzieckich z centrum Tallina), to Nasi przez kilka dni blokowali moskiewską ambasadę Estonii. Choć było to pogwałcenie międzynarodowych konwencji o ochronie placówek dyplomatycznych, szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow rozkładał bezradnie ręce, twierdząc, że protest Naszych to przejaw witalności rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego w Rosji.

Młodzi działacze Naszych, których młodzieżówka nęci m.in. obietnicami pracy w administracji państwowej, na pytania o Rosję i politykę odpowiadają jak zaprogramowani. - Prezydent Putin dał Rosji stabilizację i rosnący dobrobyt - 21-letni Michaił, uczestnik niedzielnego patrolu Naszych przy Placu Czerwonym, odpowiada frazami wyuczonymi z ulotek szkoleniowych. - Ameryce się to nie podoba i dlatego chce rozniecić u nas rozruchy, ale Rosjanie się na to nie nabiorą.

Nasi nie są jedyną organizacją młodzieżową powiązaną z władzami, która ostatnio wyruszyła na ulice stolicy Rosji. Organizacja Miestnyje rozpoczęła przed tygodniem akcję donoszenia na nielegalnych imigrantów pracujących w Moskwie. Federalna Służba ds. Migracji poinformowała, że w tylko w ubiegłym tygodniu dzięki donosom Miestnych złapała 72 imigrantów.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Władimir Putin ogłosił w poniedziałek skład nowego rządu Rosji - Jednak jedyną sensacyjną wiadomością jest podwyżka wszystkich rent i emerytur, o której prezydent poinformował tuż po ministerialnych nominacjach

September 25th, 2007 by Europa

Premier Wiktor Zubkow, którego prezydent wyznaczył 12 września, oraz mianowani wczoraj ministrowie to rząd na okres przed grudniowymi wyborami do Dumy oraz prezydenckimi planowanymi na 2 marca. Jednak wbrew obawom części ekonomistów Władimir Putin nie postawił wczoraj na całkowite oczyszczenie rządu z gospodarczych liberałów, którzy nadal próbują hamować zapędy władz do rozdzielania dochodów z ropy i gazu w celu pozyskania elektoratu.

Minister finansów Alieksiej Kudrin, który uchodzi za zwolennika dyscypliny budżetowej, nie tylko zachował stanowisko, ale został awansowany na piątego wicepremiera. Wprawdzie jego liberalny kolega Gierman Grief pożegnał się z ministerstwem rozwoju gospodarczego, ale zdaniem obserwatorów sam prosił o dymisję od ponad roku.

Griefa zastąpi wiceminister Elwira Nabiulina. Natomiast daniną Putina na rzecz kampanii wyborczej jest zapowiedź podwyższenia wszystkich rent i emerytur już od przyszłego miesiąca, choć prezydent i rząd nie ogłosili wczoraj, o ile.

Szef MON Anatolij Sierdiukow, który prosił o dymisję z racji powiązań rodzinnych z nowym premierem (jest mężem jego jedynej córki), pozostał na stanowisku. Natomiast z pracy wyleciał skrajnie niepopularny minister zdrowia Michaił Zurabow odpowiedzialny za tegoroczne zastoje w dotowaniu leków, których w efekcie zabrakło w wielu aptekach.

Do rządu trafił też dotychczasowy przedstawiciel prezydenta o okręgu południowym (obejmującym Kaukaz) Dmitrij Kozak, którego mianowano ministrem rozwoju regionalnego.

Mało rewolucyjne przesunięcia rządowe nie dały wczoraj żadnych wyraźnych podpowiedzi w sprawie intryg dotyczących prezydenckiego następcy Władimira Putina. Najwyżej notowani kandydaci na prezydenta, czyli premier Wiktor Zubkow oraz wicepremierzy Dmitrij Miedwiediew oraz Siergiej Iwanow, nadal pracują razem w rządzie, czekając na namaszczenie Putina.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Reżim białoruski nęka uwięzionego przywódcę opozycji

September 25th, 2007 by Europa

26-letni przywódca opozycyjnej organizacji „Młody Front” Żmiciera Daszkiewicza odsiaduje wyrok 1,5 roku pozbawienia wolności za członkostwo w niezarejestrowanej organizacji. O nowej sprawie karnej poinformował w liście przesłanym z więzienia do swoich kolegów sam Daszkiewicz. Napisał, że jest oskarżony o odmowę składania zeznań. KGB chciało go przesłuchać w związku ze sprawą karną jednego z lokalnych działaczy „Młodego frontu”, jednak Daszkiewicz odmówił rozmowy ze śledczym. Daszkiewicz jest uznany przez Amnesty International za więźnia sumienia.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Belgia się nie rozpadnie - Poniewierana przez polityków federacja Flamandów i Walonów ma przyszłość. Choć musiała się zreformować, jeśli ma trwać kolejne 180 lat

September 25th, 2007 by Europa

Flagi, coraz więcej flag. Zaczynają się pojawiać wszędzie: czarno-żółto-czerwone barwy wiszą w oknach, wystają zza szyb samochodów, kilka zawisło na mostach nad autostradami. Na razie nieśmiało, ale jest ich coraz więcej.

Jestem Belgiem

W sobotę sztandary wyszły na ulicę. Przez centrum Brukseli przeszło tysiąc osób, prawie każda z narodową flagą, albo - przynajmniej - królewskim lwem. Oficjalnym powodem demonstracji była kolejna rocznica wybuchu powstania wrześniowego w Brukseli w 1830 r., które było początkiem końca niderlandzkiej okupacji.

Żaden z demonstrantów nie ukrywał, że manifestacja ma pokazać ludzi, którzy mówią o sobie “Belg, jestem Belgijką”. - Proszę spojrzeć, jakie piękne dziś słońce! Belgia też jest piękna! - mówił jeden z uczestników demonstracji, wtykając przechodniom ulotki. - Belgia nie może się rozpaść, bo ja chcę umrzeć jako Belg - podkreślał mężczyzna owinięty w wielką czarno-żółto-czerwoną flagę.

- Nasz kraj jest za mały, żeby go dzielić - wtórowała mu Marie-Claire Houard, mieszkanka Liége.

Na swojej stronie internetowej umieściła apel do polityków, by przestali gadać o secesji. Na razie podpisała się garstka, ale Houard nie traci nadziei. Belgów wierzących w Belgię musi być więcej. Bo skąd tyle flag w oknach?

106 dni bez rządu

Optymizm Houard i innych wierzących w Belgię był w ostatnich miesiącach wystawiony na ciężka próbę. Od ponad stu dni Królestwo nie ma rządu. Do ustanowienia historycznego rekordu brakuje jeszcze 42 dni.

Rządu nie ma, bo politycy zwycięskich partii nie mogą się dogadać w kluczowych sprawach. Główna linia podziału: liberalne i chadeckie partie z francuskojęzycznego południa (czyli MR i CDH) nie chcą się zgodzić na jednoczesne spełnienie trzech warunków flamandzkich chadeków i liberałów z partii CD&V/N-VA.

Po pierwsze, Flamandowie domagają się dalszego osłabienie państwa federalnego. Chcą, by Belgia de facto stała się konfederacją trzech regionów, a rola rządu centralnego ograniczała się do polityki zagranicznej i obrony.

Po drugie, żądają nowego podziału okręgów wyborczych, tak by zamieszkujący brukselskie przedmieścia Flamandowie nie byli przegłosowywani przez frankofonów.

I po trzecie wreszcie, flamandzcy chadecy i liberałowie chcą dla siebie stanowiska premiera w nowym rządzie federalnym. Miałby nim być lider CD&V Yves Leterme, gorliwy Flamand urodzony w rodzinie mówiącej po francusku, autor słynnego powiedzenia: “Belgia nie jest wartością samą w sobie”, a jednocześnie autor najgłośniejszej gafy politycznej - poproszony o zaśpiewanie hymnu Belgii, zaśpiewał francuską Marsyliankę.

Partie z południa, gotowe do udziału w koalicji, może by i przełknęły premiera Leterme, ale pozostałe dwa warunki (oba naraz!) już nie.

Na kryzys polityczny nakłada się potężne napięcie społeczne. Flamandowie i Walonowie są sobą zmęczeni, obrzucają się litanią zarzutów i obraźliwych ocen.

Wielu Flamandów jest przekonanych, że ze swoich podatków utrzymuje “nierobów” z Południa. Do tego stopnia, że w jednym z ostatnich sondaży - przeprowadzonych tylko we Flandrii - aż 46 proc. ankietowanych stwierdziło, że może najlepiej by było, gdyby Belgia dokonała żywota. Ich zdaniem Flandria doskonale poradzi sobie sama.

Podobne poglądy pojawiają się też w zagranicznych komentarzach. Najdalej chyba posunął się brytyjski “The Economist”, pisząc, że Belgia przestała być użyteczna jako państwo i nikomu nie jest już potrzebna, bo nie przynosi żadnej “wartości dodanej”. Konieczna jest zatem “pralinkowa” separacja, na wzór “atłasowej” separacji Czechów i Słowaków - napisał znany z liberalnych poglądów “Economist”.

Bywało gorzej

Słysząc to, prof. Philippe Van Parijs, znany politolog z Université Catholique de Louvain, tylko wzrusza ramionami. - Jestem przekonany, że długo po mojej śmierci i długo po pańskiej śmierci [piszący te słowa ma 31 lat] Belgia będzie istniała - zapewnia.

Van Parijs jest przekonany, że obecny kryzys wcale nie jest najpoważniejszy. Ale jest szczególnie groźny, bo obecne elity polityczne Belgii są wyjątkowo źle przygotowane do działania. - Nie po raz pierwszy Belgowie zadają sobie pytanie, jaka jest “wartość dodana” Belgii.

Przecież już na początku XX w. politycy belgijscy otwarcie mówili o możliwości separacji. W przeszłości zdarzały się dużo większe napięcia. W latach 60. dochodziło do “marszów flamandzkich” na Brukselę, w których potrafiło uczestniczyć 200 tys. osób, a pod koniec lat 60. doszło do zamieszek na uniwersytecie w Leuven. Na tyle poważnych, że rząd musiał zadecydować o podziale uniwersytetu, bądź co bądź najstarszego w tej części Europy - mówi “Gazecie” van Parijs.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

Debata w ONZ o globalnym ociepleni

September 24th, 2007 by Europa

Pierwszy raz w historii kilkudziesięciu światowych przywódców zebrało się w jednym miejscu, by rozmawiać o walce z globalnym ociepleniem.

- Czas na rozważania minął, potrzeba nam przełomu - wzywał polityków ze 150 państw sekretarz generalny ONZ Ban Ki-Moon. Spotkanie klimatyczne odbyło się na boku sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Miało być wstępem do zaplanowanych na koniec roku negocjacji w sprawie powszechnej redukcji emisji gazów cieplarnianych.

W rozmowach uczestniczyli m.in. prezydent Francji Nicolas Sarkozy, kanclerz Angela Merkel, gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger oraz prezydent RP Lech Kaczyński. Większość wzywała do tego, by ONZ uchwaliła nowy protokół skłaniający wszystkie kraje świata do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla.

- Ocieplenie staje się jednym z kilku centralnych problemów świata. ONZ jest miejscem, by o tej sprawie dyskutować i działać - mówił prezydent Kaczyński.

Prezydent dwukrotnie zastanawiał się, czy w perspektywie globalnego ocieplenia nie warto powrócić do rozwijania energii atomowej. Zadeklarował swe poparcie dla uczestnictwa Polski w rozbudowie litewskiej elektrowni atomowej w Ignalinie. - W tej sprawie pozostają do uzgodnienia warunki techniczne i finansowe, na jakich Polska wejdzie do tego projektu - powiedział.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in Polski | No Comments »

« Previous Entries